niecodziennik

niedziela

PARYZ ZALEGLY II



PARYZ ZALEGLY



porobieni niewyrazni



zeby nie bylo, ze zawsze
wygladam jak dupa w zenicie

sobota

BA

Dzien DRUGI

chcialem wrzucic zalegle zdjecia z paryza, ale chyba sie nie uda. komputer nie wykrywa mojego pendrive'a.

wciaz jest niezle. coraz lepiej. mimo zmeczenia po podrozy, wczoraj strzelilem sobie jeszcze dwugodzinna progulke po miescie. olbrzym. ludziu multum. robi wrazenie...

wieczorem mialy miejsce pierwsze proby intergacji ze wspollokatorami.
calkiem mili ludzie... bylo piwko. ogladalismy ¨american history X´´.
holenderscy koledzy chcieli mnie wyciagnac na jakies bale szlone.

zmeczenie, zmiana strefy czasowej i antypatyczne usposobienie zrobily swoje... podziekowalem i zasnalem jak dziecko
...
wciaz w kontakcie

pozdr

piątek

¡Saludos desde Buenos Aires!

eloma,
jestem juz w buenos od dbrych pieciu godzin... podroz byla kuressko meczaca.. 12'5h z madrytu, a wczesniej jeszcze lot z paryza. aircomet to takie poltanie linie lotnicze... wiec psie zarcie, racjonowany alkohol i scisk... siedzialem w samym srodku miedzy przemila chilijka, ktora co chwile czestowal mnie cukierkami i jakas pare w srednik wieku z argentynskich wyzszych sfer.. myslalem, ze nogi wejda mi w dupe... do tego chilijka wciaz spala, a ja, dobrze wychowany chlopiec z polski, nie chcialem jej budzic, wiec z siusianiem tez nie bylo wporzo...
niewazne. jestem w buenos. pogoda wysmienita. akademik to pietro w kamienicy podzielone na pokoje... do tego kuchnia, lazienki, salon z tv i dvd, pokoj rekreacyjny. pelny wypasik.
z hiszpanskim ciezko. na razie rozmawialem, glownie poprzez przytakujace ruchu glowy, z sprzataczko-recepcjonistkami. przemile kobiety. stwierdzily , ze po trzech miesiacach na pewno bedzie lepiej..

to bylo na tyle pierwszego meldunku... ide poznawac miasto i cieszyc sie atmosfera.

wkrotce jakies zdjecia powinienem wrzucic.

ach, bym zapomnial...
tymczasowo jestem bez telefonu, wifi w akademiku tez nie dziala, zatem kafejka ostatnia deska ratunku...
zyje, mam sie niezle, choc zjeban przepotwornie...

środa

polor francuski

trza przyznać, chłopaki mają styl...
z radyjka płynie rock'n'roll, zawadiacko pogwizdują na przechodzące dziewczęta

pożegnania nadszedł czas...

dramatyczne chwile na lotnisku... tylko dzięki niezwykłej spostrzegawczości wymknąłem się milicyjnej obławie

płacz najbliższych nie był w stanie zmienić mojej decyzji...
uciekam z kraju...